23 listopada 2014

Rozdział V

    Rozdział pisany chaotycznie, ale mi się podoba. Mam nadzieję, że wam też. Wczułam się w emocje i pewnie dlatego jest, jak jest :)

*

    Po zabraniu Pearl przez Patricka miałam ochotę krzyczeć i wyć jednocześnie. Po tym jak mu wybaczyłam on tak perfidnie siedział z moją kuzynką? Co miała na myśli mówiąc, że ,,Jeszcze jeden drink i byłby cały mój"? Przespali się? Całowali? Obmacywali? Okropne obrazy tych dwojga kiedy się całują stanęły mi przed oczami. Było to naprawdę obrzydliwe. Ojciec mojego dziecka i.. ta podła żmija? Jakoś nie mieściło mi się to w głowie, nie potrafiłam zrozumieć co się stało. Dlaczego mi to powiedziała? Żeby mnie zranić? Zrobić na złość? Bo jeżeli tak, to należały jej się brawa.
    Nie wiem kiedy, ale dość szybko znalazłam się w swoim pokoju w ramionach Andy'ego. Debby nagle wyparowała, więc szybko pojęłam, że po prostu zostawiła nas samych.Opierałam się głową o tors mojego brata, podczas gdy on po prostu gładził mnie po włosach. Zawsze w ten sposób mnie wspierał i dodawał otuchy. Rozumiał, że nadal go kocham. Chociaż wiem, że nie powinnam, to niestety nadal tak jest. Dlatego to co powiedziała Pearl aż tak mnie zabolało. Nie to, że mnie zbluzgała. Tylko to, że być może położyła to wstrętne łapska na Harrym. Ścisnęłam mocniej Andy'ego kiedy do moich oczu napłynęły łzy.
     — Spokojnie, maleńka. Pearl od dziecka była suką, nie słuchaj tego co mówi. Wiesz, że nie cierpię Harry'ego, ale może wcale do niczego nie doszło? Może po prostu ta mała kurwa to sobie wymyśliła zasugerował mój brat. Ciągle przytulał mnie do piersi i szeptał słowa otuchy. Mimo iż Andy wydawał się idealny, to wcale taki nie był. Zdarzało mu się być złośliwym, niezwykle ironicznym i niepoważnym, ale takiego go kochałam. Był najwspanialszym bratem pod słońcem i te jego malutkie wady nie przesłaniały wspaniałości jego pełnej osoby.
     — No nie wiem, Andy. Zazwyczaj pijani mówią prawdę. Nie chce mi się nawet myśleć, że mogła położyć na nim te swoje wstrętne łapska. Ostatnio mu wybaczyłam. Wszystko. Postawiłam grubą linię za przeszłością. Chciałam zacząć od nowa, poznać go, zaprzyjaźnić się, ale.. stopniowo. Jednak od od razu myślał, że będziemy razem. Chciał mnie pocałować, ale wiem, że po jednym jego pocałunku znów oddałabym mu swoje serce łzy przysłaniały mi obraz. Andy ciężko westchnął. Wiem, że nie lubił słuchać o tym, że jego mała siostrzyczka kogoś kocha. Może wiele ludzi powiedziałoby, że nie wiem nic o miłości. Że jestem gówniarą z dzieckiem. Że  nie trzeba było się puszczać. Ale.. ja wiedziałam, że go prawdziwie kocham. Całą mocą mojego serca. Było to prawie porównywalne z moją miłością do Jonathana, a przecież miłość do własnego dziecka nie jest przejściowa, prawda? Nie jest to możliwe, nie w moim przypadku. Jonathan dwa dni wcześniej dostał kataru. Nigdy wcześniej go nie miał, więc trochę się zmartwiłam. Powiadomiłam moją mamę, ale ona lekceważąco machnęła ręką i stwierdziła, że przesadzam. Kazała nie wychodzić z nim z domu przez 2 dni. Uspokoiła mnie trochę. Był to tylko głupi katar, który nawiasem mówiąc ciągle trwał. Czy zamartwianie się nie pokazuje cząstki miłości?
     — Spokojnie, kochanie, będzie dobrze. Wybacz, ale muszę już iść. Debby na pewno się niecierpliwi, a jutro oboje mamy do pracy powiedział, a następnie pocałował mnie w czoło. Uwielbiałam ten gest. Szybko wyplątałam się z jego ramion. Andy pocałował mnie w policzek, a następnie wyszedł z mojego pokoju. Siedziałam na swoim łóżku. Nie mogłam usiedzieć w spokoju, więc zajrzałam do pokoju moich rodziców gdzie spał Jonathan. Podeszłam do jego łóżeczka i nieco się zaniepokoiłam. Jego klatka piersiowa poruszała się trochę szybciej niż zwykle, ale minimalnie i oddychał jakoś ciężej. Przestraszyłam się, ale szybko uświadomiłam sobie, co mówiła moja matka : ,,Zmiana temperatury, otoczenia i ten nieszczęsny katar mogą wywoływać cuda w organizmie niemowlaka ". Trochę się uspokoiłam, ale przez następne kilka minut wpatrywałam się w mojego malutkiego synka. Pochyliłam się nad łóżeczkiem, opierając się prawą ręką o drewniane szczebelki. Nie było koniecznością aby Jonathan spał w tym pokoju, ale moja mama strasznie się uparła. Nie przeszkadzało mi to. Po około dziesięciu minutach na paluszkach wyszłam z pomieszczenia. Udało mi się nie obudzić ani dziecka, ani swoich rodziców. Odetchnęłam głęboko. Jedyne co, to chciałam spać, spać i zapomnieć o bałaganie zwanym "życiem".

    Tamtej nocy przez długi czas nie mogłam zmrużyć oka. Dopiero o czwartej nad ranem wpadłam w ramiona Morfeusza. O dziwo wstałam dość późno, bo aż po 10. Byłam wypoczęta, pewnie dlatego, że mama odciążyła mnie od nocnego wstawania do dziecka. Niby Jonathanowi coraz rzadziej zdarzało się wstawać w środku nocy, ale wciąż budził się co najmniej raz. Przeciągnęłam się leniwie, moje oczy nadal się kleiły, ale i tak zdążyłam przespać już większą część poranka. Zwlokłam się z łóżka, które było bardzo wygodne. Pozostałabym pewnie w nim dłużej, ale obowiązki wzywały. Byłam mamą, a mama nigdy nie ma urlopu.
    Jonathan leżał w specjalnym, niebieskim leżaczku, podczas kiedy ja przygotowywałam sobie śniadanie. Moje dziecko gaworzyło wesoło coś pod nosem, bawiąc się ulubioną grzechotką. Kiedy tylko miałam okazję posyłałam mu promienny uśmiech i mówiłam jak bardzo go kocham. Nie miałam zbyt dobrego humoru, ale patrząc na moje maleństwo nie mogłam się szczerze nie uśmiechnąć. Ciągle byłam zdezorientowana i przygnębiona wydarzeniami z poprzedniej nocy. Jednym okiem wciąż obserwowałam chłopczyka. Katar nie ustał, a jego oddech wciąż mnie lekko niepokoił. Do tego zdarzyło się aby kilka razy kaszlnął co mnie bardzo zdenerwowało. Nie dlatego, że byłam na niego zła, ale z obawy o niego. Byłam tylko pieprzoną nastolatką i niewiele wiedziałam co mam robić. Dopóki mój maluszek zachowywał pogodę ducha - jak zawsze - starałam się nie panikować i czekać do przyjazdu matki, która pilnie została wezwana do pracy. Nałożyłam sobie na talerz jajecznicę, którą przygotowałam. Nikogo oprócz mnie, mojego syna i wrednej małpy nie było w domu. Ale ta ostatnia siedziała u siebie w pokoju i nie pokazywała mi się na oczy. Około jedenastej miała nawet czelność wysłać mi esemesa z prośbą o butelkę wody. Pomyślałam, że zwariowała i nie zaniosłam jej tego, czego pragnęła. Może i byłam wredna, ale nie obchodziło mnie to. W chwili kiedy wyciągam swojego malca z leżaczka, ktoś zapukał do drzwi. Podniosłam dziecko i poszłam aby je otworzyć, ale ubiegła mnie Pearl, która z prędkością świata zeszła z piętra. Postanowiłam na razie nie wychodzić i oglądać całe zajście zza uchylonych drzwi. Drewniana powłoka otworzyła się ukazując chłopaka z burzą włosów na głowie. Żadne z nich mnie nie zauważyło. Pearl na widok chłopaka chciała rzucić mu się w ramiona, jednak ten stanowczo ją od siebie odsunął. Wyglądał na zdołowanego i wściekłego.
     — Ty głupia żmijo Harry był strasznie zły. Nie powiedziałaś mi, że tu mieszkasz! Oznacza to, że jesteś dla niej kimś bliskim. A ja cię wziąłem za zwykłą dziewczynę z podwórka! Już wiem dlaczego tak o nią wypytywałaś! Zrobiłaś to specjalnie. Jesteś.. - nie dokończył, ponieważ usłyszał z kuchni jak Jonathan wydał z siebie pisk ekscytacji na widok lecącego piórka. Westchnęłam, słysząc jak Harry wchodzi do mojego domu. Pearl pozostała cicho, a ja już nie kryłam się za drzwiami. Wyszłam mu na przeciw, praktycznie się z nim zderzając. Możliwe, że upadłabym z dzieckiem na rękach, gdyby nie jego zdecydowany uścisk na mojej tali. Podziękowałam cicho. W tym czasie Pearl pobiegła na górę, zatrzaskując za sobą drzwi. Harry wyglądał na zahipnotyzowanego Jonathanem i patrzył na niego uważnie. Odchrząknęłam, chcąc zwrócić jego uwagę. Miał mi coś do wyjaśnienia.
     — Po co przyszedłeś, Harry? zapytałam, starając się opanować drżenie głosu. Było wywołane prawdopodobnie jego bliskością, był na wyciągnięcie ręki.
     — Przyszedłem wszystko wyjaśnić.. Ja.. Alison, cholernie mi na was zależy.. Między mną a Pearl do niczego nie doszło. Przysięgam mówił z zamkniętymi oczami, wyglądając jakby chciał skryć całe zażenowanie i poczucie winy. Nie wiem co ci powiedziała, ale ja.. nawet pijany nie byłem w stanie chociażby jej dotknąć. Cały czas przed oczami miałem ciebie i nasze dziecko. Widziałem was szczęśliwych i to beze mnie. Czułem ogromną pustkę, samotność. Dlatego z nią poszedłem do tego pubu otworzył swoje zielone oczy, patrząc prosto w moje niebieskie. Kocham cię, Alison i nie chce abyś myślała cokolwiek innego. Razem z Jo jesteście moim powodem do życia zielone tęczówki zaszły łzami. Moje oczy również się zaszkliły. Niewiele myśląc podeszłam do Harry'ego, a ten nas objął. Miałam naszego synka na rękach, więc nie mogłam oddać uścisku. Uśmiechnęłam się szeroko, a Jonathan zaczął wesoło gaworzyć. Loczek odsunął się od nas, skupiając całą swoją uwagę na naszym dziecku. Popatrzył w ufne, zielono-niebieskie oczy, a na jego twarz zawitał szerszy uśmiech.
     — Harry, muszę jeszcze to wszystko przemyśleć. Wydaje mi się, że to tylko kwestia czasu, ale muszę mieć chwilę, okey? powiedziałam do chłopaka. Na chwilę jego uśmiech zniknął, ale pojawił się znowu za sprawą moich kolejnych słów. Ale teraz - jeżeli chcesz - możesz pójść ze mną i małym do salonu i tam się z nim pobawić, dobrze?
     — Kochanie, mogę na ciebie czekać ile będzie trzeba.. I zgadzam się, muszę trochę pobyć z moim małym mężczyzną.

    Cudownie było widzieć tych dwoje razem. Harry naprawdę pięknie wyglądał trzymając Jonathana w ramionach. Byli razem przesłodcy. To, jak się odnosił do swojego dziecka pokazywało jakim jest człowiekiem. Ciągle coś do niego mówił, uśmiechał się i pokazywał różne przedmioty. Starannie trzymał na rękach tak, aby nic mu się nie stało. Po jakiejś godzinie Nathan zaczął marudzić, więcej płakać. Harry uważał, że nawet pobladł, ale ja zwaliłam to tylko na rolę światła. Chyba nie chciałam tego przyjąć do wiadomości. Po kilkunastu minutach ciężkich prób w końcu udało mi się sprawić, że mały zasnął. Styles zdążył w tym czasie się pożegnać. Zafundował mi słodkiego całusa w czoło, mówiąc, że może czekać wieki. Zrobiło mi się strasznie ciepło na sercu.

    Czekałam niecierpliwie na powrót mojej mamy. Chciałam się z nią skontaktować przez telefon, ale nie odbierała. Niepokoiłam się stanem Jonathana. Już od dwóch godzin spał, ale jego oddech był szybki i świszczący. Podczas snu kaszlał i niespokojnie się wiercił. Zdarzało się, że popłakiwał przez sen. Byłam kompletnie przerażona, tym bardziej, że w domu byłam kompletnie sama. Bałam się. Po chwili Jonathan obudził się z głośnym płaczem. Totalnie mnie sparaliżowało, podkurczał nóżki i głośno krzyczał. Wciąż jego oddech był szybki. Rzuciłam się w stronę telefonu, chcąc wezwać pomoc. Nie wiem dlaczego, ale tą pomocą nie było pogotowie, tylko Harry, który odebrał po dwóch sygnałach. W połowie rozmowy szybko się rozłączyłam, ponieważ dźwięk zamykanych drzwi pobudził mój rozum. Bardzo szybko zbiegłam na dół, czując jak kamień spada mi z serca widząc moja mamę, która wyglądała na zmęczoną. Omal jej nie przewróciłam, tylko zaczęłam ciągnąc do pokoiku małego, w którym go zostawiłam. Była zaniepokojona, a jej przerażone oczy na widok Nathana sprawiły, że o mało nie zemdlałam.
     — O Boże, Alison. On ma gorączkę! Dzwonię na pogotowie! nie wiedziałam co w okół mnie się dzieję. Zupełnie jakby cały świat zawirował, ledwo przytomna widziałam jak moja mama kołysze Nathana, próbując go uspokoić. A ja? Siedziałam pod ścianą sparaliżowana od strachu. Minuty mijały, a byłam przerażona. Dopiero dźwięk głosu Harry'ego ocucił mnie z tego stanu.
     — O Jezu! usłyszałam tylko, potem znalazłam się w silnych ramionach zielonookiego i ostatnie co pamiętam to krzyk mojej matki, że pogotowie już jest. Najgorsza matka na świecie - zemdlała.


  
Tak, wiem. Chaotyczny jest. No w końcu coś ważniejszego się dzieje.
Choć.. to mało zaskakujące przy tym co zamierzam :)) 

Komentujcie :*

16 komentarzy:

  1. super <3 nie mg się doczekać nn :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo nie...biedny Jonathan.Mam nadzieje że nic mu się nie stanie.No i że Harry będzie w końcu z Alison <3 Super i czekam na nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez uważam że powinni być razem
    Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ty mi mówisz, że to mało zaskakujące to zaczynam się bać ciągu dalszego . Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie jak ty zajebiście piszesz. Oni muszą być razem. A Pearl niech się odczepi od Harrego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny!!!!! Mam nadzieje, że Johnathanowi nic sie nie stanie :) A Ali musi być z Harrym!! Błagam <3
    Pozdrawiam Clauduśka Duśka xx.

    OdpowiedzUsuń
  7. Omg! Swietny rodział! Wczoraj znalazlam 1 część tego bloga i tak mnie on wicągną ze nie chciałam iśc do szkoly! Ale wzięłam do niej tekefon i czytalam na matmie, co skonczylo sie zabraniem telefonu ;( ale przynajmniej przeczytalam wszystkie rodziały! Kocham cie i ten blog, strasznie wciągający czekam na next i weny życze ~xoxo~

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajebisty ! *-* czekam na nn ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. o boże...
    oby dziecku się nic nie stało, a było to zwykłe przeziębienie lub kolka ;c
    genialny ♥
    next :]
    Zapraszam do mnie ;3
    http://still-the-one-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny :) Czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekam na next, kocham tego ff ;#

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

O mnie

Moje zdjęcie
Nastolatka, mająca trochę bardziej poważne spojrzenie na życie niż jej rówieśnicy. Odważna, szczera, bezpośrednia, niezwykle ironiczna, czasem opryskliwa, ale z poczuciem humoru i dystansem do własnej osoby. Potrafi mieć wyjebane na wszystko i wszystkich. Pisząca swoje dziwne, chore historię, które zrodziły się w małej czerwonej główce. Zaczynała jako bloggerka na onet pod koniec kwietnia w 2012 r. gdzie pisała kontynuację serialu animowanego Galactik Football. Lubiąca nowe znajomości i pisanie opowiadań. Nie gryząca i lubiąca rozmawiać o głupotach, więc nie bójcie się napisać ;)